Geashill to jedna z zapomnianych planet trzeciej fali kolonizacji, na którą natknięto się przypadkiem, po ostatniej z wojen tygrysich rodów, kiedy w Galaktyce nastały względnie spokojne czasy. Wielu ludzi wolało porzucić wszystko i wyrwać się ze zniszczonych walkami planet, poszukać swojego szczęścia w gwiazdach. Wykuć lepszą przyszłość własnymi rękoma, nie grzebać się w smutnej, krwawej historii.
Koloniści, którzy tu trafili nie mogli uwierzyć swojemu szczęściu. W pełni terraformowana, przystosowana do ziemskiego życia planeta, o ekosystemie pozbawionym drapieżników zagrażających ludziom, z solidnymi zasobami naturalnymi, a na dodatek położona niezbyt blisko (ale nie bardzo daleko) szlaków handlowych. Wystarczyła dekada by osiągnęli poziom życia przekraczający to, co porzucili. Trzecie pokolenie było pokoleniem bogaczy.
Koloniści wiedzieli doskonale, jak łakomym kąskiem dla korporacji będzie Geashill. Uprzedzili ruchy gigantów, najmując doświadczone kompanie najemnicze i tworząc własne konsorcjum, a raczej konsorcja, bo wierzyli, że konkurencja uchroni ich przed losem planet, które opuścili. Dziś Geashill to układ jak wiele innych. Są tu biedacy (głównie imigranci), jest przestępczość i korporacyjny wyzysk. Odbywa się to jednak na mniejszą skalę, niż w innych miejscach. Zyski z automatycznych kopalń i manufaktur rozsianych w zewnętrznej części układu wystarczają w stu procentach na pokrycie wszelkich potrzeb mieszkańców. W tym na utrzymanie pokaźnej armii, która zniechęca amatorów łatwego zysku.
W Galaktyce Geashill kojarzy się z miejscem wypoczynku. Nie jest to do końca kurort, bo nie może być kurortem planeta z miliardem mieszkańców, jednak można znaleźć całkiem sporo sześciogwiazdkowych hoteli, kompleksów wypoczynkowych, zamkniętych posiadłości i orbitalnych habitatów. Idealne miejsca do przeprowadzenia delikatnych negocjacji, albo w sam raz dla zasłużonego pracownika, który odbiera w końcu zaległy, trzymiesięczny urlop.
Posiadłość
![]() |
| Mieć taką na emeryturze... |
Willa, do której bohaterowie muszą się dostać to niemal pałac. Oficjalnie należy do Rennarda i Clarisy Redmond, ale to tylko proxy dla Karagounisów - świetni naukowcy, odpowiedni do delikatnej pracy przy kopiowaniu i przechowywaniu ludzkich dusz. Posiadłość otoczona jest wysokim płotem, ma dokładny monitoring, tuzin ochroniarzy, podgląd z satelity oraz kilka innych cudeniek, które mają za zadanie uchronić cenne zapisy ludzkich osobowości.
Na szczęście, Sherry dostarczył klucz, który otwiera niemal wszystkie zamki. Jeśli tylko bohaterom uda się dostać do środka budynku i zalogować do wewnętrznej sieci (niestety, fizycznie, po kablu), uzyskają administratorski dostęp. Będą traktowani jak gospodarze.
Wiedza ta okazuje się nieaktualna. W czasie, kiedy Sherry była zamrożona, rodzina Redmondów się powiększyła. Mają troje dzieci. Wydają przyjęcia. Zajmują się normalnym życiem - to znaczy życiem bogaczy, którzy nie muszą pracować. Oczywiście, wciąż mają gości “z zewnątrz”. Z innej planety są również ochroniarze - czwórka zawodowców, którzy chyba popadli w rutynę, bo posiadłość jeszcze nigdy nie stała się celem ataku.
Plan
![]() |
| Jakie te góry pikne! |
Plan udaje się ułożyć nadzwyczaj szybko. Bohaterowie omawiają kilka wariantów, ale ostatecznie decydują się na “turystów”. Udawany uraz, prośba o wezwanie ratowników i aktorstwo Idy powinny sprowokować okazję na wgranie klucza Sherry do systemu ochrony. By zyskać na wiarygodności, bohaterowie wynajmują terenowe auto, płacą za pobyt w hotelu i przebierają się w designerskie, turystyczne ciuchy. Plan udaje się znakomicie, choć pojawia się pewna niespodzianka…
Stronnicy Lancastera
Zgodnie z planem, ochroniarze zatrzymują broń i plecaki grupy na stróżówce, ale pozwalają im odpocząć w willi. Tam trwa właśnie przyjęcie. Clarissa zaprasza ich do środka. Kiedy bohaterowie szykują się do zgrania wirusa, Red słyszy, jak ktoś w sąsiednim pomieszczeniu wypowiada magiczne słowo. “Lancaster”. Wszystkim przechodzą ciary po plecach. Redun nasłuchuje dalej, podczas gdy Allison - pod pretekstem dzwonienia po ratowników - zgrywa wirusa. Plan udaje się znakomicie. Na dodatek, grupa zaczyna rozpoznawać stronników Lancastera - to małżeństwo Leonarda i Francis Quinlan oraz Morgan Rutherford, majętni kupcy związani z Karagounisami.
Przez ostatnie kilka minut udaje się zlokalizować kolejną grupę sprzymierzeńców zdrajcy. Siódemka młodych, małomównych ludzi porozumiewa się przez sprzęg. Udaje się przełamać szyfr, Allison zgrywa rozmowę “na później”. W koncu orzyjeżdża karetka. Allison z Idalią jadą do szpitala. Reszta wraca na Strzygę i szykuje się do akcji włamania się do posiadłości w nocy.
Idalia & Allison
Ratownicy kasują dwie stówy, mówią, że żadnego złamania nie ma i życzą powodzenia. Wypisują Idę ze szpitala. Dziewczyny ekspresem lecą do hotelu. Tam Allison rozkodowuje dane. Piloci mają szykować się do bitwy - każdy ma zainkasować po 50k, dwaj z cięższymi okrętami po 100k. Ida próbuje przekonać ich by zdradzili Lancastera. Udaje się jej to znakomicie.
Chłopaki
Sal z Redem i Udeze zabierają się na Strzygę. Lecą do lasku nieopodal posiadłości Redmondów, stamtąd zabierają się wynajętą terenówką prawie pod bramę. Udeze i Dent przeskakują przez ogrodzenie, podkradają się za ochroniarzy i celnymi ciosami pozbawiają ich przytomności. Porzucają ich, skrępowanych, gdzieś w ukryciu. Dołącza do nich Sal.
Do posiadłości dostają się przez gabinet Rennarda. Sal przejmuje podgląd pod kamery - rodzina siedzi w komplecie przed telewizorem, najmłodszy chłopiec śpi w swoim pokoju. Salomon pakuje się do windy i jedzie pod ziemię, do terminalu łączącego z bankiem danych. Kopiuje Lancastera, następnie uszkadza fizycznie dyski (i kopie zapasowe) z tożsamością, po czym wraca na parter.
Sal wywchodząc do gabinetu zapomina się i skrzypi drzwiami. Kiedy bohaterowie wyskakują przez okno, Rennard wchodzi do środka. Zamyka okno, uspokaja żonę i wraca na górę. Nie daje po sobie znać, że czegoś się domyśla, ale wzywają wsparcie. Bohaterowie uciekają, widzą z daleka jak ochrona jest stawiana w stan gotowości. Kiedy docierają do Strzygi, na dziedzińcu ląduje jakaś wojskowa maszyna.
Ostatnia bitwa
![]() |
| Hangar, że hej. Tylko te promy takie walnięte. |
Strzyga i okręty najemników docierają na orbitę jakiejś nieznanej planety. Słońce, przygaszone przez miliardy gromadzących energię satelitów jest jedynie niewielką tarczą. Czekają minutę, dwie, pięć… w końcu na radarze pojawia się flota Lancastera. Oprócz gigantycznego okrętu klasztornego jego flota liczy sobie co najmniej setkę jednostek. Lancaster, pewny siebie, wzywa Idę do poddania się. Obiecuje puścić wszystkich wolno… jeśli tylko prześle Katarinę na jego statek.
Sytuacja robi się dramatyczna.
- Idalio, nie jesteś sama - odzywa się znajomy głos Siódemki. Na radarze pojawiają się kolejne punkty. Jeden. Trzy. Osiem. Dwadzieścia. Sto, sto pięćdziesiąt okrętów wychodzi z nadprzestrzeni bezpośrednio za Strzygą. Ustawiają się w bojowej formacji. Wiadomo już, że bitwa jest nieunikniona. Nie wiadomo kto będzie górą.
Na chwilę przed atakiem Sajana ląduje promem na pokładzie Strzygi. Okręt Katariny rusza na czele formacji. Odpala wszystko. Eksplodują myśliwce, jeden za jeden. Od tego momentu każdy jest zdany na siebie. Niezrównane umiejętności Salomona pozwalają na uniknięcie ognia nieprzyjaciół - jednak sojusznicy nie mają tyle farta. Okręt klasztorny wbija się w centrum formacji Karagounisów i eliminuje kolejne statki.
- Ida, nie ma wyjścia. Musimy załatwić ich z pokładu statku! - wrzeszczy i rozkazuje Salomonowi zaszarżować. Sal cudem omija obronę, przebija się przez osłonę i rozbija Strzygę na pokładzie okrętu klasztornego.
Dalszy ciąg jest doskonale znany. Zniszczenie mostka. Atak żołnierzy. Przejęcie mecha. Pościg Lancastera. Walka z upiorami. Dotarcie do hangaru, gdzie czekają trzy promy…
I wtedy oczywiście pojawia się Lancaster. Masywna postać cyborga pojawia się na drugim końcu hangaru. Bohaterowie nie czekają ani chwili - zaczynają ostrzał, mając nadzieję na rozładowanie wojskowej tarczy, która chroni cyborga. Ten w furii niszczy jeden prom za drugim. Chce się upewnić, że bohaterowie nie wyjdą z tego cało - jemu najwyraźniej jest wszystko jedno.
Ostatecznie plan bohaterów się powodzi. Tarcza się rozładowuje. Jeden za drugim, plazmowe pociski trafiają w cel. W końcu Lancaster pada. Kiedy gasną czerwone ognie w jego cybertechnicznych oczach, szepta jedynie:
- To jeszcze nie koniec. Spotkamy się...
O krok od zguby
![]() |
| TADAAAAM! |
Fragmenty poszycia odrywają się jeden za drugim. Oświetlenie zaczyna lekko przygasać. Statkiem telepie tak, że ciężko utrzymać równowagę. Bohaterowie rozglądają się szukając ratunku. Wtem słychać ryk silników. Jakiś statek ustawia się w pozycji na wprost luku. Słychać znajomy głos Walkera:
- Do cholery, co zrobiliście z moim statkiem?
Po czym obraca Brzytwę i opuszcza trap. Wszyscy ulatniają się z pokładu okrętu w ostatniej chwili. Walker wyrównuje lot. Bohaterowie widzą, jak potężny okręt klasztorny rozpada się na drobne części. Minutę później wbijają się w morze, eksplodując z siłą bomb atomowych.
Russel
Tymczasem, na drugim końcu Galaktyki.
Młody mężczyzna o wiekowym umyśle spoglądał przez iluminator. Napawał się pięknem planety, na orbicie której znajdował się jego okręt. Gdziekolwiek okiem sięgnąć widać było ślady cywilizacji. Aurora. Perła w koronie. Planeta-miasto, tak bogata jak Ziemia… kiedy jeszcze istniała. Jamesowi miła była myśl, że lwia część zysków Aurory trafiała na konto jego firmy.
Do pomieszczenia weszło kilku żołnierzy. Russel obrócił głowę chcąc sprawdzić czy oddział wykonał zadanie. Wróciła połowa, ale wraz z nimi Red-5. Czyli było warto.
- Widzieliśmy go. Widzieliśmy pierwszego. A on - powiedział dowódca najemników wskazując na kopię Reduna - pozwolił mu odejść.
- To prawda? - rzucił od niechcenia James.
- Tak, to na pewno był on. Nie pamięta niczego. Opowiedziałem mu bajkę o tym, że jesteśmy braćmi, że wyhodowano nas wspólnie na superżołnierzy - odpowiedział Red-5 z szelmowskim uśmiechem.
- Dobrze zrobiłeś - powiedział Russel, uśmiechając się.
- Jak to? Mieliśmy go w garści! Mogliśmy go przyprowadzić, choćby w kajdanach - gniew w głosie dowódcy najemników był wręcz namacalny.
- Nie. Red postąpił rozważnie. Pułapka już się nad nim zamyka. Wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Kiedy przyjdzie czas, on sam przyjdzie do nas - powiedział Russel, kończąc dyskusję.
KONIEC SEZONU DRUGIEGO





