sobota, 14 listopada 2015

S02E13 - Ostatnia bitwa

Geashill to jedna z zapomnianych planet trzeciej fali kolonizacji, na którą natknięto się przypadkiem, po ostatniej z wojen tygrysich rodów, kiedy w Galaktyce nastały względnie spokojne czasy. Wielu ludzi wolało porzucić wszystko i wyrwać się ze zniszczonych walkami planet, poszukać swojego szczęścia w gwiazdach. Wykuć lepszą przyszłość własnymi rękoma, nie grzebać się w smutnej, krwawej historii.
Koloniści, którzy tu trafili nie mogli uwierzyć swojemu szczęściu. W pełni terraformowana, przystosowana do ziemskiego życia planeta, o ekosystemie pozbawionym drapieżników zagrażających ludziom, z solidnymi zasobami naturalnymi, a na dodatek położona niezbyt blisko (ale nie bardzo daleko) szlaków handlowych. Wystarczyła dekada by osiągnęli poziom życia przekraczający to, co porzucili. Trzecie pokolenie było pokoleniem bogaczy.
Koloniści wiedzieli doskonale, jak łakomym kąskiem dla korporacji będzie Geashill. Uprzedzili ruchy gigantów, najmując doświadczone kompanie najemnicze i tworząc własne konsorcjum, a raczej konsorcja, bo wierzyli, że konkurencja uchroni ich przed losem planet, które opuścili. Dziś Geashill to układ jak wiele innych. Są tu biedacy (głównie imigranci), jest przestępczość i korporacyjny wyzysk. Odbywa się to jednak na mniejszą skalę, niż w innych miejscach. Zyski z automatycznych kopalń i manufaktur rozsianych w zewnętrznej części układu wystarczają w stu procentach na pokrycie wszelkich potrzeb mieszkańców. W tym na utrzymanie pokaźnej armii, która zniechęca amatorów łatwego zysku.
W Galaktyce Geashill kojarzy się z miejscem wypoczynku. Nie jest to do końca kurort, bo nie może być kurortem planeta z miliardem mieszkańców, jednak można znaleźć całkiem sporo sześciogwiazdkowych hoteli, kompleksów wypoczynkowych, zamkniętych posiadłości i orbitalnych habitatów. Idealne miejsca do przeprowadzenia delikatnych negocjacji, albo w sam raz dla zasłużonego pracownika, który odbiera w końcu zaległy, trzymiesięczny urlop.

Posiadłość


Mieć taką na emeryturze...
Willa, do której bohaterowie muszą się dostać to niemal pałac. Oficjalnie należy do Rennarda i Clarisy Redmond, ale to tylko proxy dla Karagounisów - świetni naukowcy, odpowiedni do delikatnej pracy przy kopiowaniu i przechowywaniu ludzkich dusz. Posiadłość otoczona jest wysokim płotem, ma dokładny monitoring, tuzin ochroniarzy, podgląd z satelity oraz kilka innych cudeniek, które mają za zadanie uchronić cenne zapisy ludzkich osobowości.
Na szczęście, Sherry dostarczył klucz, który otwiera niemal wszystkie zamki. Jeśli tylko bohaterom uda się dostać do środka budynku i zalogować do wewnętrznej sieci (niestety, fizycznie, po kablu), uzyskają administratorski dostęp. Będą traktowani jak gospodarze.
Wiedza ta okazuje się nieaktualna. W czasie, kiedy Sherry była zamrożona, rodzina Redmondów się powiększyła. Mają troje dzieci. Wydają przyjęcia. Zajmują się normalnym życiem - to znaczy życiem bogaczy, którzy nie muszą pracować. Oczywiście, wciąż mają gości “z zewnątrz”. Z innej planety są również ochroniarze - czwórka zawodowców, którzy chyba popadli w rutynę, bo posiadłość jeszcze nigdy nie stała się celem ataku.

Plan


Jakie te góry pikne!
Plan udaje się ułożyć nadzwyczaj szybko. Bohaterowie omawiają kilka wariantów, ale ostatecznie decydują się na “turystów”. Udawany uraz, prośba o wezwanie ratowników i aktorstwo Idy powinny sprowokować okazję na wgranie klucza Sherry do systemu ochrony. By zyskać na wiarygodności, bohaterowie wynajmują terenowe auto, płacą za pobyt w hotelu i przebierają się w designerskie, turystyczne ciuchy. Plan udaje się znakomicie, choć pojawia się pewna niespodzianka…

Stronnicy Lancastera


Zgodnie z planem, ochroniarze zatrzymują broń i plecaki grupy na stróżówce, ale pozwalają im odpocząć w willi. Tam trwa właśnie przyjęcie. Clarissa zaprasza ich do środka. Kiedy bohaterowie szykują się do zgrania wirusa, Red słyszy, jak ktoś w sąsiednim pomieszczeniu wypowiada magiczne słowo. “Lancaster”. Wszystkim przechodzą ciary po plecach. Redun nasłuchuje dalej, podczas gdy Allison - pod pretekstem dzwonienia po ratowników - zgrywa wirusa. Plan udaje się znakomicie. Na dodatek, grupa zaczyna rozpoznawać stronników Lancastera - to małżeństwo Leonarda i Francis Quinlan oraz Morgan Rutherford, majętni kupcy związani z Karagounisami.
Przez ostatnie kilka minut udaje się zlokalizować kolejną grupę sprzymierzeńców zdrajcy. Siódemka młodych, małomównych ludzi porozumiewa się przez sprzęg. Udaje się przełamać szyfr, Allison zgrywa rozmowę “na później”. W koncu orzyjeżdża karetka. Allison z Idalią jadą do szpitala. Reszta wraca na Strzygę i szykuje się do akcji włamania się do posiadłości w nocy.

Idalia & Allison


Ratownicy kasują dwie stówy, mówią, że żadnego złamania nie ma i życzą powodzenia. Wypisują Idę ze szpitala. Dziewczyny ekspresem lecą do hotelu. Tam Allison rozkodowuje dane. Piloci mają szykować się do bitwy - każdy ma zainkasować po 50k, dwaj z cięższymi okrętami po 100k. Ida próbuje przekonać ich by zdradzili Lancastera. Udaje się jej to znakomicie.

Chłopaki


Sal z Redem i Udeze zabierają się na Strzygę. Lecą do lasku nieopodal posiadłości Redmondów, stamtąd zabierają się wynajętą terenówką prawie pod bramę. Udeze i Dent przeskakują przez ogrodzenie, podkradają się za ochroniarzy i celnymi ciosami pozbawiają ich przytomności. Porzucają ich, skrępowanych, gdzieś w ukryciu. Dołącza do nich Sal.
Do posiadłości dostają się przez gabinet Rennarda. Sal przejmuje podgląd pod kamery - rodzina siedzi w komplecie przed telewizorem, najmłodszy chłopiec śpi w swoim pokoju. Salomon pakuje się do windy i jedzie pod ziemię, do terminalu łączącego z bankiem danych. Kopiuje Lancastera, następnie uszkadza fizycznie dyski (i kopie zapasowe) z tożsamością, po czym wraca na parter.
Sal wywchodząc do gabinetu zapomina się i skrzypi drzwiami. Kiedy bohaterowie wyskakują przez okno, Rennard wchodzi do środka. Zamyka okno, uspokaja żonę i wraca na górę. Nie daje po sobie znać, że czegoś się domyśla, ale wzywają wsparcie. Bohaterowie uciekają, widzą z daleka jak ochrona jest stawiana w stan gotowości. Kiedy docierają do Strzygi, na dziedzińcu ląduje jakaś wojskowa maszyna.

Ostatnia bitwa


Hangar, że hej. Tylko te promy takie walnięte.
Strzyga i okręty najemników docierają na orbitę jakiejś nieznanej planety. Słońce, przygaszone przez miliardy gromadzących energię satelitów jest jedynie niewielką tarczą. Czekają minutę, dwie, pięć… w końcu na radarze pojawia się flota Lancastera. Oprócz gigantycznego okrętu klasztornego jego flota liczy sobie co najmniej setkę jednostek. Lancaster, pewny siebie, wzywa Idę do poddania się. Obiecuje puścić wszystkich wolno… jeśli tylko prześle Katarinę na jego statek.
Sytuacja robi się dramatyczna.
- Idalio, nie jesteś sama - odzywa się znajomy głos Siódemki. Na radarze pojawiają się kolejne punkty. Jeden. Trzy. Osiem. Dwadzieścia. Sto, sto pięćdziesiąt okrętów wychodzi z nadprzestrzeni bezpośrednio za Strzygą. Ustawiają się w bojowej formacji. Wiadomo już, że bitwa jest nieunikniona. Nie wiadomo kto będzie górą.
Na chwilę przed atakiem Sajana ląduje promem na pokładzie Strzygi. Okręt Katariny rusza na czele formacji. Odpala wszystko. Eksplodują myśliwce, jeden za jeden. Od tego momentu każdy jest zdany na siebie. Niezrównane umiejętności Salomona pozwalają na uniknięcie ognia nieprzyjaciół - jednak sojusznicy nie mają tyle farta. Okręt klasztorny wbija się w centrum formacji Karagounisów i eliminuje kolejne statki.
- Ida, nie ma wyjścia. Musimy załatwić ich z pokładu statku! - wrzeszczy i rozkazuje Salomonowi zaszarżować. Sal cudem omija obronę, przebija się przez osłonę i rozbija Strzygę na pokładzie okrętu klasztornego.
Dalszy ciąg jest doskonale znany. Zniszczenie mostka. Atak żołnierzy. Przejęcie mecha. Pościg Lancastera. Walka z upiorami. Dotarcie do hangaru, gdzie czekają trzy promy…
I wtedy oczywiście pojawia się Lancaster. Masywna postać cyborga pojawia się na drugim końcu hangaru. Bohaterowie nie czekają ani chwili - zaczynają ostrzał, mając nadzieję na rozładowanie wojskowej tarczy, która chroni cyborga. Ten w furii niszczy jeden prom za drugim. Chce się upewnić, że bohaterowie nie wyjdą z tego cało - jemu najwyraźniej jest wszystko jedno.
Ostatecznie plan bohaterów się powodzi. Tarcza się rozładowuje. Jeden za drugim, plazmowe pociski trafiają w cel. W końcu Lancaster pada. Kiedy gasną czerwone ognie w jego cybertechnicznych oczach, szepta jedynie:
- To jeszcze nie koniec. Spotkamy się...

O krok od zguby


TADAAAAM!
Fragmenty poszycia odrywają się jeden za drugim. Oświetlenie zaczyna lekko przygasać. Statkiem telepie tak, że ciężko utrzymać równowagę. Bohaterowie rozglądają się szukając ratunku. Wtem słychać ryk silników. Jakiś statek ustawia się w pozycji na wprost luku. Słychać znajomy głos Walkera:
- Do cholery, co zrobiliście z moim statkiem?
Po czym obraca Brzytwę i opuszcza trap. Wszyscy ulatniają się z pokładu okrętu w ostatniej chwili. Walker wyrównuje lot. Bohaterowie widzą, jak potężny okręt klasztorny rozpada się na drobne części. Minutę później wbijają się w morze, eksplodując z siłą bomb atomowych.

Russel


Tymczasem, na drugim końcu Galaktyki.
Młody mężczyzna o wiekowym umyśle spoglądał przez iluminator. Napawał się pięknem planety, na orbicie której znajdował się jego okręt. Gdziekolwiek okiem sięgnąć widać było ślady cywilizacji. Aurora. Perła w koronie. Planeta-miasto, tak bogata jak Ziemia… kiedy jeszcze istniała. Jamesowi miła była myśl, że lwia część zysków Aurory trafiała na konto jego firmy.
Do pomieszczenia weszło kilku żołnierzy. Russel obrócił głowę chcąc sprawdzić czy oddział wykonał zadanie. Wróciła połowa, ale wraz z nimi Red-5. Czyli było warto.
- Widzieliśmy go. Widzieliśmy pierwszego. A on - powiedział dowódca najemników wskazując na kopię Reduna - pozwolił mu odejść.
- To prawda? - rzucił od niechcenia James.
- Tak, to na pewno był on. Nie pamięta niczego. Opowiedziałem mu bajkę o tym, że jesteśmy braćmi, że wyhodowano nas wspólnie na superżołnierzy - odpowiedział Red-5 z szelmowskim uśmiechem.
- Dobrze zrobiłeś - powiedział Russel, uśmiechając się.
- Jak to? Mieliśmy go w garści! Mogliśmy go przyprowadzić, choćby w kajdanach - gniew w głosie dowódcy najemników był wręcz namacalny.
- Nie. Red postąpił rozważnie. Pułapka już się nad nim zamyka. Wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Kiedy przyjdzie czas, on sam przyjdzie do nas - powiedział Russel, kończąc dyskusję.


KONIEC SEZONU DRUGIEGO

środa, 11 listopada 2015

S02E12 - Preludium do finału, część 2

Hades to niewielki, zamarznięty księżyc, krążący wokół błękitnego, gazowego olbrzyma, na granicy swojego układu słonecznego. Jest to wyjątkowo niegościnny system - pełno tu asteroidów, komet, a na dodatek słońce jest wyjątkowo aktywne. Ludzkość nie miałaby tutaj szans… za wyjątkiem kolonii takich, jak więzienie GCC, ukrytych pod energetyczną kopułą, w miejscu gdzie słońce jest jedynie większą kropką na niebie.
Strzyga łagodnie opada ku lądowisku. Kody zostały przyjęte, kontrola zdjęła barierę energetyczną i otworzyła przesłonę. Katarina zwija skrzydła okrętu, obraca się ku załodze i pyta:
- Jesteście gotowi? Teraz nie ma już odwrotu. Pamiętajcie, naszym celem jest dotarcie do Sherry i uwolnienie jej. Do tego momentu musimy trzymać nerwy na wodzy. Dotyczy to zwłaszcza ciebie, Sal.
- Jeśli chcesz, możemy cię ogłupić. Będziesz wszystko widział jak film, do momentu wstrzyknięcia antidotum. Ja bym zrobiła to bez wahania będąc na twoim miejscu - dodaje po chwili. Salomon z trudem daje się przekonać do pomysłu Siódemki. Ida przezornie zaopatrza wszystkich w antidotum.

Kiedy statek zbliża się do luku między pancernymi płytami kopuły, Sajana dodaje cicho: 
- Hades ma gościa. Spójrzcie, tam, na lądowisku jest jakiś inny statek. Musimy spodziewać się najgorszego. Bądźcie w gotowości. Jeśli wiedzą, kim jesteśmy, możemy się spodziewać ciepłego powitania. 
Udeze wzrusza ramionami, po czym rzuca:
- Nie sądzę, żeby wiedzieli kim jesteśmy. Widziałem, że baza jest broniona. Gdyby chcieli nas załatwić, mogli nas ostrzelać kiedy podchodziliśmy do lądowania… Chyba, że chcą wziąć nas żywcem.

Kompleks


Jak na ochroniarzy, to panowie nieźle opancerzeni!
Kompleks jest schludny, czysty i cichy. Bohaterowie są prowadzeni z lądowiska przez cichego, małomównego, łysego człowieka o bladej cerze i metalowej płytce wszczepionej w podstawę kręgosłupa - sprzęg, albo bardzo przestarzały, albo supernowoczesny. Prowadzi ich do pomieszczenia, w którym para ubranych w ciężkie pancerze strażników sprawdza ich ręcznymi skanerami. W tym czasie łysy urzędnik odpytuje o kilka detali - powód przybycia, dokumenty autoryzujące pobyt, itd. Prosi by natychmiast udali się do laboratorium, gdzie wykwalifikowany personel przejmie od nich Salomona.
Bohaterowie dostrzegają, że urzędnik się poci. Widzą, że są dokładnie obserwowani przez kamery. Nikt poza nimi nie ma włączonego sprzęgu. Ida zagaduje przez wifi Katarinę sugerując, że powinna spróbować odczytać pamięć łysego urzędnika. To, co odczytuje potwierdza najgorsze obawy…
Wczorajszej nocy przybył tu inny statek, rzekomo z GCC. Na jego pokładzie czaiła się piętnastoosobowa drużyna najemników. Opanowali kompleks, zapędzili wszystkich do kompleksu wypoczynkowego, gdzie trzymają ich pod bronią i bombą. Reszta pilnuje kluczowych miejsc, poza kilkoma, którzy udali się do banku ciał. Cel jest nieznany, choć jest pewne, że chodzi o wydobycie kogoś przetrzymywanego w więzieniu. Grupie nie pozostaje nic innego, jak grać według reguł nieprzyjaciela. Ekipa drepcze pokornie za urzędasem, przez sprzęg układając plan działania.
Idąc korytarzem docierają do głównej kopuły - przezroczystej, ukazującej czarne niebo i pięknego, błękitnego olbrzyma, z wolna znikającego za horyzontem. Pod pancernym szkłem zamknięto tu dwa sześciokondygnacyjne bloki mieszkalne, kompleks rekraacyjny, basen, a nawet niewielki park. Nikt z tego obecnie nie korzysta. Ciepłe, złote światło kontrastuje z czernią nieba - jednak tym, co nie pasuje tutaj najbardziej jest absencja ludzi.


Laboratorium


W laboratorium genetechnicznym pracuje kilka osób. Szefem jest Rebecca Bell, młodo wyglądająca azjatka. Rebecca nie okazuje zdziwienia na widok Salomona. Prosi by zamknąć go w skanerze medycznym. Kiedy wykonuje skan, Bell prosi Idalię by podeszła do niej i odpowiadała na pytania dotyczące pacjenta, które musi wpisać do raportu. W rzeczywistości nie tworzy raportu. Na ekranie komputera napisała: “ZAATAKOWANO NAS. GROZILI DETONACJA BOMBY. SA TERAZ W BANKU CIAL. STRAZNICY TO ICH LUDZIE. OBSERWUJA NAS NA KAMERACH. POMOZCIE NAM!”. Idalia podejmuje grę. Zaczyna mówić szyfrem mając nadzieję, ze Bell zrozumie kod. Do akcji wkracza też Katarina, odczytując i wysyłając myśli z głowy Rebeki. Potwierdzają się najgorsze obawy. Najemnicy są zainteresowani wynikami z laboratorium, choć przyjechali tu kogoś obudzić. Prawdopodobnie wykończą wszystkich kiedy dostaną to, czego chcą.
Sajana wykrywa również niechciane myśli Bell. Myśli o okrutnych eksperymentach, sekcjach na żywych, świadomych istotach, o celowym okaleczaniu po to by sprawdzić działanie nowego szczepu nano, o zarażaniu groźnymi chorobami w celu przetestowania leku. Cała sympatia do młodej, uroczej azjatki znika.

Strzelanina przy celi


Po przeprowadzonym teście Bell prosi by bohaterowie odprowadzili więźnia do celi. Udeze przezornie wstrzykuje Salowi antidotum. W drodze grupa układa prosty plan. Salomon ma odciąć komunikację żołnierzom, którzy przygotowali zasadzkę. W tym czasie reszta ich powystrzela.
Plan udaje się w stu procentach. Czterech ciężko opancerzonych, uzbrojonych po zęby najemników okazuje się być takim sobie wyzwaniem dla fachowców Idalii. Katarina wyrywa dwójce karabiny. Leci seria za serią. Topią się ściany, tarcze raz za razem pochłaniają śmiercionośne ładunki plazmy. Po niecałej minucie jest po wszystkim. Dwa trupy (z czego jeden załatwiony przez Sala), dwóch ciężko rannych. Z ekipy Idy jedynie Udeze odnosi poważniejsze obrażenia.
Czas na przesłuchanie. Bohaterowie cucą sierżanta oddziału. Ten zastraszony przez Karatinę decyduje się mówić. Twierdzi, że w sektorze Argentis władzę w GCC przejęły jednostki, które zamierzają zniszczyć obecny porządek i zakończyć wyzysk korporacji. Jednym z ważniejszych ludzi jest James Russel - to on wysłał ekipę do więzienia. Zdradza, że Russel wysłał najemników po… Reduna. Według sierżanta, Red jest cennym agentem GCC w tamtym sektorze, ale z tego co widzi, któryś z nich musi być fałszywy. Przyznaje, że w pomieszczeniu z generatorem jest bomba. Idalia odpytuje go o kilka szczegółów, po czym usypia. Po kilku minutach ekipa jest już solidnie dozbrojona - bohaterowie wyposażają się w wojskowe tarcze, część wdziewa ciężkie pancerze. Karabinki plazmowe najemników w zasadzie od razu uznają za swoje.

Szybka akcja


Grupa przejmuje monitoring. Widać stamtąd zakładników w sali gimnastycznej, jednak nie ma kamer w banku ciał ani w pomieszczeniu z generatorem energii. Ekipa rozdziela się - Sal, Siódemka i Udeze mają uwolnić zakładników, Ida z Redem rozbroić bombę. Akcja jest bardzo szybka, ale kończy się tylko połowicznym sukcesem. Siódemka rozbraja miny umieszczone w sali gimnastycznej, ale nie dość szybko. Ida z Redem docierają do bomby, ale nie mają pojęcia jak ją dezaktywować. Przewożą ją do pomieszczenia ochrony, po czym biegną na pomoc reszcie ekipy - w sali gimnastycznej jest aż jasno od plazmy.
Kable, kable, masa kabli. I bomba.
Po załatwieniu zagrożenia (niestety, kosztem życia kilku zakładników) z kompleksu medycznego wychodzi oddział prowadzący drugiego Reda. Zaczynają rozmawiać. Drugi Red zdradza, że jest jednym z wielu - wielkich wojowników, wyhodowanych po to by być nadludzkimi żołnierzami. Kiedy okazuje się, że tamci nie mają w zasadzie nic do bohaterów, obie strony ustalają, że dalsza wymiana ognia nie ma sensu. Ekipa zabiera trzy ciała (oprócz Sherry znajduje dwóch stronników Karagounisów), przenosi z powrotem bombę, upewnia się, że wszyscy prócz zespołu Rebeki uciekli promami i odlatuje.
Na koniec Drugi Red zaprasza Reduna do sektora Argentis, gdzie ma znaleźć wszystkie odpowiedzi na swoje pytania.

Co dalej?


Grupa decyduje się podzielić. Sherry z Katariną ruszą do siedziby Karagounisów by spróbować przekonać Anthonego do zniszczenia przechowywanej u siebie kopii Lancastera - i uzyskać zbrojne wsparcie, jeśli jest na to szansa. Ida z załogą mają ruszyć do układu Geashill. Tam znajduje się posiadłość, w której Karagounisowie potajemnie przechowują “kopie bezpieczeństwa” swoich ludzi. Dostać się tam będzie niełatwo - cała planeta jest bardzo dobrze strzeżona. To kurort, nie miejsce dla łowców nagród. O machaniu kataną i strzelaniu z wyrzutni rakiet raczej trzeba zapomnieć.