Kolejna misja zakończona sukcesem. Tym razem nie obyło się jednak bez strzelania, uciekania i masakrowania biednych żołnierzy działkami Brzytwy. Nie uprzedzajmy jednak faktów...
W momencie, kiedy grupa pakuje się do pojazdu i zaczyna uciekać, do gry włącza się konkurencja. Szef wrogiej ekipy oświetla pionowzlot laserem, a jego koledzy i koleżanki odpalają mikro rakiety. Niestety, wszystkie lądują u celu. Na szczęście, żadna nie sprowadza pojazdu na ziemię. Bohaterom udaje się odlecieć - w pościg ruszają więc trzy latające motocykle. Walka jest krótka i brutalna. Sal zatrzymuje maszynę u wlotu do tunelu, a reszta rozstrzeliwuje ścigających kiedy tylko wchodzą w celownik. Dobry pomysł - dobre wykonanie.
![]() |
| Przybyli, zobaczyli, rozpier... |
Kolejny etap podróży jest znacznie spokojniejszy. Grupa przedostaje się do gwiezdnego portu. Zależy jej na uniknięciu cudzego zainteresowania, dlatego pojazd ledwie się toczy... i wykrzacza pół mili od lądowiska. W między czasie bohaterowie obserwują desperacką próbę ucieczki innego okrętu, zakończoną rozwaleniem go przez pociski myśliwców suborbitalnych. Widać napastnikom zależy, żeby nikt nie opuścił planety.
![]() |
| Macie prawo UMRZEĆ! |
Port lotniczy strzeżony jest przez żołnierzy. Trzy ciężkie, opancerzone maszyny wylądowały na środku lądowiska. Około trzydziestu żołnierzy patroluje płytę - to smutni kolesie w ciężkich pancerzach, z karabinami plazmowymi i bateriami plecakowymi. Do patrolowania mają tuzin stanowisk - chodzą po czterech, w sześciu grupach, podczas gdy reszta monitoruje całość ze środka. Zwiad nie wykrywa żadnych wrażliwych punktów, poza w zasadzie jednym - jeśli dostać się na pokład Brzytwy i odpalić działka, jest szansa na rozwalenie pojazdów. Z żołnierzami ekipa powinna sobie poradzić - o ile nie mają broni przeciwpancernej.
Los uśmiecha się do drużyny. To samo miejsce obserwuje czwórka z innego statku - dowodzi im kupiec nazywający się Calvin. Oferują swoją pomoc, konkretnie odwrócenie uwagi czterema dronami (które mają nadzieję upakować granatami). Kolejna godzina to bardzo intensywne planowanie. Następna to przygotowania do akcji.
Całość to idealne połączenie prostego, ale skutecznego planu z bezbłędnym wykonaniem. Sal z Redem i Udeze opanowują Brzytwę. Kiedy drony zaczynają odwracać uwagę żołnierzy, Idalia przeprowadza wszystkich na pokład statku Calvina. W tym samym momencie wieżyczka Brzytwy zaczyna siać zniszczenie. Na dodatek na trapie pojawia się Udeze... z wyrzutnią rakiet. Pół minuty później oba statki prują już w kierunku atmosfery. Pojawia się oczywiście pościg, jednak myśliwce nie są w stanie uczynić grupie jakiejkolwiek krzywdy. Bohaterowie żegnają się z ekipą Calvina, po czym ruszają w swoją stronę - na poszukiwanie informacji, ludzi i technologii, które umożliwiłyby zdjęcie kwarantanny z wcześniej odwiedzonej Mordax.
Podróż zajmuje nieco ponad dwa dni. Pierwszą rzeczą, którą w tym czasie grupa odkrywa, to... fałszerstwo. Naszyjnik znaleziony w skrytce to podróbka, ale być może cenna - część klejnotów to kostki pamięci. Kolejne dwie doby to maraton przy komputerach - Sal, 7 i Allison z pomocą pozostałych rozszyfrowują co jest zapisane w naszyjniku, na datapadzie i w sprzęgu Tyrusa.
Nie było łatwo uwierzyć w autentyczność dokumentów, schematów, raportów, zestawień, prognoz, analiz, specyfikacji, szacunków, wykresów, wyciągów, nagrań, skryptów, wywiadów, przesłuchań, map, planów, opisów, artykułów oraz opinii, jakie bohaterowie znaleźli w pamięci Tyrusa, jego datapadzie oraz w naszyjniku. Po pierwsze, historia wydawała się po prostu nieprawdopodobna. Po drugie, w grę wchodziło zbyt wiele kasy. Po trzecie, ciężko było pogodzić się z tym, że setki tysięcy, jeśli nie miliony leżą na wyciągnięcie ręki!
W skrócie.
Karagounisowie mają kilka biznesów. Jeden z najważniejszych nosi nazwę Commodus i jest okrętem klasztornym - potwornym, długim na kilka kilometrów statkiem kosmicznym, fabryką, monastyrem, szkołą oraz obozem wojskowym i laboratorium w jednym. Na pokładzie Commodusa szkoli się ludzi, a następnie przekształca w cyborgi. Cyborgi, które potem wygrywają wojny. Okręt przez lata wisiał na orbicie Tarsis, będąc ostrzeżeniem. "Jeśli rzucicie się sobie do gardeł, zrobimy desant na pałac prezydencki" mówił niemym głosem. Kilka tygodni temu statek zniknął. Utracono z nim wszelką komunikację. Jednego dnia - OK. Następnego - uruchamia silniki manewrowe, opuszcza orbitę i Łup! Skacze w nadprzestrzeń.
Nie wiadomo co się z nim stało. Tyrus Tanner otrzymał zadanie wytropienia winnego i odnalezienia samego okrętu. Miał masę poszlak, ale tylko kilka poważnych śladów. Tylko jeden statek dokował w Commodusie w dniu, kiedy okręt zniknął. Statek ten nosił nazwę Vera, był (oficjalnie) patrolowcem najemników, którzy chcieli zrobić jakieś interesy z Karagounisami. Z danych wynika jednak, że okręt był pusty...
Drugi ślad to Nova Cassandra, ukryta baza Karagounisów. Tutaj dokonywano wszelkich napraw Commodusa. A, że okręt miał bardzo poważne uszkodzenia (lata na orbicie Tarsis Prime, walki z piratami i normalna eksploatacja zrobiły swoje), jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie tam się udał. Problem tylko w tym, że o ile ogólna pozycja Novy jest oznaczona, o tyle nie wystarczą do wyznaczenia dokładnego kursu.
Dokumenty
Nie było łatwo uwierzyć w autentyczność dokumentów, schematów, raportów, zestawień, prognoz, analiz, specyfikacji, szacunków, wykresów, wyciągów, nagrań, skryptów, wywiadów, przesłuchań, map, planów, opisów, artykułów oraz opinii, jakie bohaterowie znaleźli w pamięci Tyrusa, jego datapadzie oraz w naszyjniku. Po pierwsze, historia wydawała się po prostu nieprawdopodobna. Po drugie, w grę wchodziło zbyt wiele kasy. Po trzecie, ciężko było pogodzić się z tym, że setki tysięcy, jeśli nie miliony leżą na wyciągnięcie ręki!
W skrócie.
Karagounisowie mają kilka biznesów. Jeden z najważniejszych nosi nazwę Commodus i jest okrętem klasztornym - potwornym, długim na kilka kilometrów statkiem kosmicznym, fabryką, monastyrem, szkołą oraz obozem wojskowym i laboratorium w jednym. Na pokładzie Commodusa szkoli się ludzi, a następnie przekształca w cyborgi. Cyborgi, które potem wygrywają wojny. Okręt przez lata wisiał na orbicie Tarsis, będąc ostrzeżeniem. "Jeśli rzucicie się sobie do gardeł, zrobimy desant na pałac prezydencki" mówił niemym głosem. Kilka tygodni temu statek zniknął. Utracono z nim wszelką komunikację. Jednego dnia - OK. Następnego - uruchamia silniki manewrowe, opuszcza orbitę i Łup! Skacze w nadprzestrzeń.
Nie wiadomo co się z nim stało. Tyrus Tanner otrzymał zadanie wytropienia winnego i odnalezienia samego okrętu. Miał masę poszlak, ale tylko kilka poważnych śladów. Tylko jeden statek dokował w Commodusie w dniu, kiedy okręt zniknął. Statek ten nosił nazwę Vera, był (oficjalnie) patrolowcem najemników, którzy chcieli zrobić jakieś interesy z Karagounisami. Z danych wynika jednak, że okręt był pusty...
Drugi ślad to Nova Cassandra, ukryta baza Karagounisów. Tutaj dokonywano wszelkich napraw Commodusa. A, że okręt miał bardzo poważne uszkodzenia (lata na orbicie Tarsis Prime, walki z piratami i normalna eksploatacja zrobiły swoje), jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie tam się udał. Problem tylko w tym, że o ile ogólna pozycja Novy jest oznaczona, o tyle nie wystarczą do wyznaczenia dokładnego kursu.






