Początek
Olbrzymi iluminator rozpościera zapierający dech w piersi widok na błękitną planetę. Kontynenty przesuwają się z wolna, zakrywane pierzyną śnieżnobiałych chmur. Nie to jednak przyciąga waszą uwagę, lecz kosmiczna bitwa rozgrywającego się wokół statku, na którego pokładzie przebywacie. Setki myśliwców toczą nieme pojedynki. Niszczyciele i pancerniki ostrzeliwują się nawzajem, płonąc jeden za drugim w nuklearnym ogniu.
Wszystko to dzieje się z waszego powodu.
Umierający Udeze coraz słabiej uciska ranę boku. Nie ma już siły do żartów, gdzieś zgubiło się jego poczucie humoru. Z niewysłowionym skupieniem trzyma karabin plazmowy, celując w - jak dotąc zablokowane - drzwi.
- To koniec. Nie ma wyjścia. Albo zdołają się tu wedrzeć albo spłoniemy w atmosferze - mówi sprzęgnięta z SI statku Allison.
- To był zaszczyt. Śmierć u waszego boku nie jest hańbą - odpowiada Udeze.
- Nikt tutaj dzisiaj nie umrze - wrzeszczy Siódemka, po czym rzuca się do konsoli mostku.
Wcześniej
![]() |
| Taki ładny wystrój, że nic, tylko się pociąć. |
Bardzo łatwo przyzwyczaić się do luksusu. Klatka jest wykonana ze złota najwyższej próby, wciąż jednak pozostaje klatką. Dni zlewają się ze sobą. Początkowa, paniczna chęć ucieczki jest teraz wytłumiona. Idalia wie, że spodziewają się pochopnego działania. Nie daje im tej satysfakcji.
Jej niemym strażnikiem, oczami i uszami bacznie obserwującymi każdy krok Idy, jest dziwna, “mechaniczna” dziewczyna o jasnoniebieskich włosach. Na pierwszy rzut oka zimna, bezduszna i obojętna, jednak w głębi bardzo wrażliwa i ludzka.
Każdy poranek jest taki sam. Śniadanie w towarzystwie ojca, potem spacer, sesja psioniczna lub wizyta w klinice, a następnie długie godziny na leżance. Tylko jedno się zmienia. Z każdym dniem rośnie frustracja ojca.
Ten poranek nie jest inny. Posiłek ma miejsce w ulubionym salonie ojca - białym, sterylnym pomieszczeniu z ekranami pokazującymi giełdowe wskaźniki. Anthony nudzi się, bawi jedzeniem, zagduje o to samo i powtarza te same odpowiedzi. Nagle temat zbacza na doświadczenie Idy. Kiedy Idalia kończy swoją wypowiedź, ojciec z uśmiechem podpytuje czy nie znalazła tam jakiegoś chłopaka. Bo, prędzej czy później, jakiegoś męża mieć przecież będzie.
Ida komentuje, że jeśli już, to żonę.
Rozpętuje się piekło.
Anthony rzuca falą telekinetyczną, ta jednak rozstępuje się przed Idalią. Chwyta ją za gardło i ciska o podłogę, wrzeszcząc by wybiła sobie “te bzdury” z głowy. Po chwili opamiętuje się, puszcza córkę i wychodzi.
W oczach syntetycznej dziewczyny widać łzy. Pomaga wstać Idzie, upewnia się czy nic się jej nie stało, po czym wyprowadza z salonu.
Tymczasem Salomon, pogwizdując, wbija “wypożyczony” pojazd w biurowiec Karagounisów, rujnując doszczętnie piękny, najbardziej ulubiony z ulubionych salonów Anthonego. Akcja przebiega ekspresowo - Udeze, Red i Sal zakładają ładunki, ściągają dane potrzebne Infinity i ruszają na korytarz. Tam dostrzegają Idalię - przed nią stoi dziwna dziewczyna w futurystycznym pancerzu, mierząca do nich z pistoletu plazmowego. Ida wykorzystuje chwilę nieuwagi i wybija dziewczynie spluwę. Kiedy ekipa ma się zwijać, ta mówi:
- Jeśli odejdziesz, twój ojciec mnie zabije.
Brakuje czasu na przemyślenia, debaty i przekonywanie się. Idalia pakuje swoją niedoszłą “ochroniarz” do pojazdu. Pięć sekund później Sal już lawiruje międz wieżowcami, próbując zgubić pościg Karagounisów. Obie strony otwierają do siebie ogień. Choć górą są ścigający, bohaterom udaje się wylądować w ładowni Brzytwy (rujnując pół ładowni, w tym prowizoryczną siłownię). Rozpoczyna się kolejny etap pościgu.
Pech sprawia, że policyjne patrolowce przecinają drogę Brzytwy. Ida rozkazuje nie strzelać - grupie udaje się wymanewrować pościg i wylądować na pokładzie korwety Infinity. Ta rusza w hiperprzestrzeń.
![]() |
| Who's Locust? Locust is dead, baby. |
Rozpoczynają się kolejne debaty. Pierwsza dotyczy pracy - Infinity oferuje dziesięć kawałków za pochwycenie Szarańczy, zdrajczyni odpowiedzialnej za śmierć Walkera i ich wcześniejsze problemy z korporacją. Tutaj grupa jest w miarę zgodna i przyjmuje zlecenie. Gorzej jest ze sprawą zabranej z planety dziewczyny (nota bene, nazywającej się Siódemka). Po burzliwej dyskusji ekipa stwierdza, że może ją zatrudnić na próbę. 7 zgadza się na zaoferowane warunki, oferując w ramach rekompensaty namiary na skrytkę dla agentów Karagounisów, gdzie powinno być sporo forsy.
Mordax
Mordax to planeta-widmo. Objęta kwarantanną po pladze, która już dawno stała się przeszłością. Skaliste wyspy wynurzają się z olbrzymiego wszechoceanu, na którego dnie setki zautomatyzowanych kopalń wydobywają cenne substancje. Miasta są dosłownie wywiercone w skale. W jednym z biedniejszych, pośród fanatyków marzących o powrocie zarazy ukryła się Szarańcza - swoją drogą również szukająca “żywego” nosiciela zarazy.
Ekipa załatwiła ją prostym planem. W slumsach zorganizowała blokady, założyła czujniki i puściła plotkę, że wśród biedaków pojawiło się nowe ognisko zarazy. Szarańcza pojawiła się w obstawie tuzina ochroniarzy, ale nie zdało się jej to na wiele. Trafiona działkiem magnetycznym padła na podłogę, umierająca. W tym czasie reszta grupy praktycznie rozstrzelała jej ochroniarzy i medyków. Udeze zapakował ciało w plastikowy worek, po czym cała drużyna wróciła Brzytwę, a stamtąd zrealizować kontrakt do końca.Mission accomplished!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz