piątek, 23 października 2015

S02E11 - Preludium do finału, część 1

Serce bije jak oszalałe. W uszach słychać już nie szum, ale ryk krwi. Tempo maleje, nogi słabną, przed oczami zaczyna się robić ciemno. Jeszcze tylko kilka minut, jeszcze jeden korytarz. Jedna gródź. Czemu, do kurwy nędzy, ta jedyna musi być zamknięta? To pomieszczenie techniczne. Przez wąski wizjer widać hangar. Trzy lśniące promy czekają na ostatnich pasażerów. To jednak na nic. Grube na metr, ekranowane energetycznie wroga nie reagują na polecenia, a panel sterujący jest wypalony. Bije od niego lekkie ciepło, jakby ktoś to zrobił dosłownie przed chwilą. Ten ktoś może być tu w okolicy…

Ja się pytam, co to ma być, do kurwy nędzy?
Chwilę po tym, jak bohaterowie dostają się do pomieszczenia sąsiadującego z hangarzem, podłoga zaczyna zgrzytać i wykrzywiać się, jakby coś olbrzymiego przeciskało się przez kanał techniczny. Gdy odskakuje jedna z metalowych płyt, wszyscy pakują w to miejsce masę plazmy. Przecięta rura wypełnia pomieszczenie gęstą, białą mgłą. Wszyscy zakładają maski gazowe, ale nie to jest największym problemem, a zbudowane z kabli, siłowników, plastiku i poszycia, ożywione mocą czarnej magii golemy. Formują się ze złomu i porozrywanych przewodów i próbują zgładzić bohaterów. Ci wykazują się nie lada refleksem - udaje się im zniszczyć wszystkie stwory. Co więcej, Salomon podpina kartę kodową do nadpalonych złącz po terminalu i udaje się otworzyć mu gródź. Grupa wbiega do hangaru…

Teraźniejszość


Dzień tradycyjnie rozpoczyna się wódką. Katrina sięga do schowka i wyjmuje zakurzoną butelkę. Sięga po szklaneczki i rozlewa całą whisky. Siada wygodnie w fotelu, odpala cygaro, po czym opowiada pokrótce swoją historię.

Katarina Sajana ma półtora tysiąca lat. Urodziła się na Nowym Tytanie, na krótko przed zniczceniem tamtejszej cywilizacji z rąk Lij. Mieszkańcy Nowego Tytana przeprowadzali eksperyment na Telesto - miała być to wprawka przed stworzeniem roju Dysona. Niewielka sfera mieszcząca artefaktyczną gwiazdę. Nie udało się z nieznanych powodów. Dopiero później okazało się, że zaawansowana, rosnąca w siłę cywilizacja zaktywizowała algorytmy Trucicielki. Kiedy Tytanie domyślili się, że mają do czynienia nie ze zbuntowaną SI, a groźniejszym wrogiem, było już za późno. Niedobitki rozproszyły się po Galaktyce, przeskakując z ciała do ciała by w ten sposób uchronić się przed odkryciem i ostateczną śmiercią.

Sajana przez wiele lat pracowała dla Georgiosa, ojca Idalii. Kiedy zniknął i nie powiodła się próba ożywienia jego klona, Katarina wtopiła się w cień. Miała podejrzenia względem Anthonego Karagounisa, ale nie miała dowodów. Ukryła swój statek, Strzygę, na orbicie Telesto, wraz ze swoimi wspomnieniami i powróciła jako Siódemka. Przez wiele lat służyła jako agentka dla rodziny, z każdym rokiem degenerując się w słabym ciele zcyborgizowanej dziewczyny. Nie dostrzegła zdrady Lancastera. Nie dowiedziała się, że poznał sekret roju Dysona. Nie zauważyła, że przeszedł na stronę wroga. Nie wyczuła jego wpływu na Anthonego. Wszystko to odbija się czkawką teraz - teraz, kiedy Lancaster zna lokalizację układu, w którym budowana przez nanomaszyny, potężna konstrukcja bez wątpienia czeka na uruchomienie. Ostatnia linia obrony - armia automatów - jest jednym, co powstrzymuje Lancastera od zainfekowania roju Trucicielką. Do tej pory Lancaster nie miał środków, by spróbować frontalnego ataku. Bezskutecznie poszukiwał Katariny. Przełomem było zdobycie okrętu klasztornego - z taką potęgą, mógłby spróbować frontalnego ataku. Prrzypadkiem odnalezione Telesto mogło dać mu nadzieję na wykradnięcie z umysłu Sajany kodów dostępu do roju.

Lancaster musi być powstrzymany, za wszelką cenę.

Gorąca dyskusja


Wszyscy zaczynają gadać. Co robić teraz? Gdzie lecieć? Kogo zamordować? Lancaster jest martwy, ale to kwestia czasu, zanim jego kultyści go wskrzeszą, o ile jeszcze tego nie zrobili z pokładu okrętu klasztornego. Najlepsze, co grupa może teraz zrobić, to zadbać o zasoby - z odpowiednim wsparciem będzie w stanie zniszczyć flotę Lancastera i obronić rój. Tutaj kluczem jest niejaka Sherry Morino, jedna z najlepszych agentek Georgiosa i przyjaciółka Sajany. Morino została przechwycona przez GCC i umieszczona w tajnym więzieniu na planecie Hades. Katarina niestety nie zna jej lokalizacji - na krótko przed swoim przeistoczeniem w Siódemkę zdołała odkryć los Sherry, ale zniknięcie dziadka Idy zmusiło ją do porzucenia planów ratunku i przybraniu nowej tożsamości.

Hades to prywatna, tajna inwestycja GCC. Więzienie, które nie istnieje, w którym przetrzymywani są ludzie winni przestępstw względem korporacji. Nikt nie będzie pytał co robili tam bohaterowie. Nikt nie skaże ich za włamanie do miejsca, które nie istnieje. Jedynym problemem jest sama korporacja, ale… I tak już szuka Reduna. Alternatywy (wsparcie Karagounisów, poszukanie innych sprzymierzeńców albo ucieczka z sektora) są bardzo dokładnie przeanalizowane, ale staje i tak na Hadesie i pani Morino.

Planowanie to podstawa


Planeta całkiem, całkiem. Taka w sam raz na emeryturę.
Opcja porwania pani prezes szybko umiera. Babka znajduje się na wczasach na Paradisio, planecie-raju, bez wątpienia bardzo dobrze chronionej przed takimi oprychami, jak banda Idy. O wiele lepiej wygląda propozycja wyszukania statku, który lata dla GCC do Hadesu. Potrzebna jest tylko… Kompletna baza danych kontroli lotów i finansów GCC, znajdująca się w centrali korporacji. Sajana godzi się z grupą - Strzyga obiera kurs na Palladian.

Palladian to jedna z najważniejszych planet w sektorze. Z populacją liczącą około miliard mieszkańców, ekologicznymi miastami, genialnie zaprojektowanym ekosystemem i lokalizacją na przecięciu szlaków handlowych, jest miejscem, gdzie kariery rodzą się w ciągu kilku tygodni. Tu stoją Trzy Wieże - drapacze chmur, będące centralą CGG w tym sektorze.

Bohaterowie nie byliby sobą, gdyby nie przygotowali drobiazgowego planu działania. Pada masa propozycji - lepszych i gorszych, głównie z użyciem psioniki. Ostatecznie wygrywa stary, sprawdzony sposób “na kontrahenta”.

Katarina idzie w towarzystwie Reda (jako ochroniarza) do GCC na umówione spotkanie. Dominuje mentalnie asystenta, który udostępnia Dantowi swój komputer - ten otwiera zdalne łącze dla Salomona, który robi tytaniczną pracę i zgrywa potrzebne materiały. Niestety, zostawia po sobie ślad - GCC będzie wiedziało, że ktoś grzebał i ma szansę dowiedzieć się, że włamanie było związane z ID szympansa. Siódemka wypada przyzwoicie - umawia się z managerem CGG na następne spotkanie, obiecuje dostarczyć bardziej szczegółowy biznesplan oraz potrzeby swojej firmy. To na nic, jeśli bezpieczeństwo GCC odrobi zadanie domowe, ale jest szansa, że nie zostanie powiązana z całym incydentem. Oboje opuszczają bezpiecznie budynek i lecą taksówką na Strzygę, gdzie Sal z Allison i resztą już analizują zdobyte dane.

Ratujemy słodką, niewinną, bezwzględną, morderczą Sherry!
Kluczem do dostania się na hades jest barka Claustrophobia. Licząca kilkanaście osób załoga dokonuje regularne rejsy donikąd. Barka aktualnie cumuje nad Palladian - wystarczy dorwać nawigatora i podpytać go psionicznie.

Tym razem do akcji ruszają same dziewczyny. Szminka zamiast karabinu, pończocha w miejsca katany. Makijaż, koronki, żakiety, spódniczki, fryzury za dwie stówki i biżuteria za dwa koła. Allison droczy się trochę z Redem pytając czy ładnie wygląda, po czym panie ruszają na łowy. Nie jest łatwo, bo ekipa z barki siedzi razem (i to nie są sami faceci), ale dzięki narąbanemu kolesiowi, którego Ida prowokuje, udaje się zagadnąć załogę i spędzić kilka miłych godzin. Bonusem jest lokalizacja Hadesu.

Hades, zimny Hades


Siódemka wyciąga z głowy nawigatora nie tylko sam adres, ale także szczegółowe informacje na temat kompleksu. Baza znajduje się na wymarłej, zimnej planecie ze szczątkową atmosferą. W ukrytym pod kopułą bloku mieszkalnym żyją naukowcy, strażnicy i ich rodziny. W kompleksie fabrycznym oprócz elektrowni, nanomanufaktur i reszty infrastruktury znajdują się laboratoria genetechniczne, zaś głęboko pod ziemią więzienie, w którym CGG przetrzymuje swoich wrogów.Genetechnika okazuje się być kluczem do kolejnego planu. Grupa zamierza polecieć z Salomonem w kajdanach. Załatwiają sobie lewe przepustki i identyfikatory. Lecą pozostawić biednego Sala jako wybryk natury, do dokładniejszego zbadania. Czyżby szykowała się wiwisekcja?

niedziela, 11 października 2015

S02E10 - Telesto, część 2

Drużyna chucha na iglicę jak na jajko. Zastanawiają się nad każdym swoim krokiem. Puszczają przodem drona, zmieniają kierunek podejścia, rzucają w iglicę kamieniami, kombinują czy nie nadać jakiegoś sygnału… Koniec końców stają przy maszynie. Okazuje się, że cała iglica to olbrzymi zestaw sensorów i komunikatorów - reaguje na obecność grupy uruchamiając dwa moduły, jednak nie atakuje w żaden sposób.
Idalii udaje się odnaleźć ukryty terminal - z pomocą reszty (głównie Salomona) łamią zabezpieczenia. Pancerne płyty odskakują, ukazując terminal komunikacyjny. Ekran ma wygaszony - trzeba podpiąć się bezpośrednio.
Po podpięciu się kablem pod terminal od razu odpalają się procedury obronne. Złośliwy kod jest przechwycony przez firewalle w sprzęgu Salomona. Odpala własne wirusy, które czyszczą obszary pamięci zajęte przez groźny kod. Dwie sekundy później Sal ma już pełną kontrolę nad statkiem. Statkiem, bo jest to niewielki prom, zagrzebany pod powierzchnią planety.
Kiedy Salomon bada parametry okrętu, grupa obserwuje dziwne zjawisko. Coś jakby spadające gwiazdy, niewielkie meteoryty przebijają się przez warstwę chmur. Ktoś słusznie zauważa, że wygląda jakby jakiś statek na orbicie eliminował systemy obronne, które sprowadziły bohaterów i bestie na powierzchnię. Wróg czy przyjaciel?
Niezależnie od tego kim są ci goście, trzeba szukać własnej drogi ucieczki. Zagrzebany statek to jedynie prom, z niewielkim zapasem paliwa, słabym hipernapędem. Szansa na przebicie się przez rój obronnych satelitów przy jego pomocy jest w zasadzie równa zero. Grupa dyskutuje zawzięcie co teraz robić. Staje na tym, że trzeba poderwać prom w powietrze.
Kulisty kształt zawisa nad powierzchnią. Grupa wchodzi po trapie na pokład. Mesa, kajuty załogi i dowódcy, kokpit i niewielka spiżarnia to wszystko, co ekipa ma do zwierzenia. Wszystko jest drobiazgowo wysprzątane, pozostały jedynie mało ważne drobiazgi. I jeden bardzo ważny.
W kajucie kapitańskiej nie ma nic poza jednym zdjęciem. Jest na nim młoda dziewczyna o seledynowych włosach i cerze wyglądającej na syntetyczną. Na ten widok, Siódemka zaczyna płakać. To na pewno Katarina Sajana. Powinna ją znać, powinna wiedzieć kim jest, ale nie pamięta i sprawia jej to olbrzymi ból.

Droga do matki


Po odpaleniu systemów promu komputer od razu informuje o wykryciu sygnału ze statku-matki około pięćset kilometrów na wschód. Prowokuje to kolejną długą dyskusję. Czy lecieć? Gdzie lecieć najpierw? Czy wystarczy paliwa? Co jeśli statek, który strąca systemy obronne dotrze tam pierwszy? co jeśli to pułapka? Co jeśli to jedyna szansa na wylot? Bestie są bardzo zdeterminowane, by spróbować swoich szans ze statkiem-matką - sądzą, że szybkie działanie jest kluczowe. Trzeba prześcignąć innych chętnych do zbadania tamtego okrętu.
Ostatecznie staje na tym, że wszyscy lecą do statku-matki, a co dalej okaże się na miejscu.
Cała druga to horror dla nerwów drużyny. Czekają na atak, aktywowanie się statku-matki, uruchomienie sensorów czy jakikolwiek ruch ze strony - jak się spodziewają - przeciwnika. Na wieść, że obok celu stoi zupełnie “zimny” (prawdopodobnie uszkodzony) statek, niemal wariują. Na szczęście, nic złego się nie dzieje. Nikt nie wychodzi im naprzeciw. Na pokładzie statku-matki znajdują siętrzy osoby, ale żadna z nich widocznie nie siedzi na mostku, nie obserwuje skanerów ani nie ma łączności z komputerem. Prom osiada bezpiecznie.
Prawdziwa twarz Siódemki
Kiedy bohaterowie spekulują co robić dalej, bestie odbezpieczają broń i ruszają na pokład matki. Grupa decyduje się nie zostawać w tyle - postacie biorą swój ekwipunek i dołączają do najemników. Na zewnątrz zostaje tylko jeden z ludzi Volunda. Reszta pakuje się na pokład. Bestie dzielą się na dwie grupy i zaczynają przeszukiwać rufę. Postacie idą prosto na mostek, mijając po drodze przetrząśnięte przez kogoś kwatery załogi. Zanim docierają jednak do kokpitu, trafiają do ambulatorium.
W półokrągłym pomieszczeniu znajduje się kilkanaście zbiorników kriogenicznych. Wszystkie są puste za wyjątkiem jednego. Tego, w którym tkwi Katarina Sajana.

Stary znajomy


Kiedy grupa spogląda na unoszące się w odżywczym płynie ciało, a dziewczyny próbują uspokoić Siódemkę, boczne drzwi otwierają się z sykiem i staje w nich… Primus. Szympans ma na sobie lekarski kitel, w rękach trzyma paskudnie wyglądające cygaro i niewielki tablet. Na szyi połyskuje metaliczna obręcz - eksplodująca obroża. Przeklina widząc bohaterów, po czym mówi:
- Musicie wiedzieć, że Lancaster słucha i widzi to, co widzę i słyszę ja. Mówi, że chce tylko pogadać. Prosi, żebyście nie robili żadnych głupstw.
Rozmowa trwa niecałą minutę. Primus zdradza, że ciało w zbiorniku jest pozbawione duszy i nie da się przebudzić Katariny. Grupa łączy fakty. To Siódemka jest duszą Katariny Sajany. To siebie nie pamięta, choć jej twarz wydaje się dziewczynie znajoma. To ona jest zaginioną agentką Karagounisów, kapitanem okrętu, na którego pokładzie się znajdują.
Słysząc to, Primus milknie, krzywi się paskudnie, po czym mówi:
- Chuj tam, mam kopię, o której Lancaster nie wie. Nie dajcie mu Siódemki, jest bardzo ważna. Nie słuchajcie… - w tym momencie obroża eksploduje, a ciało Primusa zostaje rozerwane na kawałki.
Trzeba szykować statek do lotu.
Grupa ekspresowo przenosi się na mostek. Tam budzi statek do życia i przygotowuje go do lotu. Red przegląda sensory - trafia na obraz z kamer w pomieszczeniu, w którym bestie odnalazły pomocnika Primusa. Słyszą ich rozmowę - to Primusa mieli wyciągnąć, to po statek-matkę lecieli jajogłowi. Najemnicy ekspresowo przechodzą na stronę wroga. Cóż, być może uda się jednak zrealizować kontrakt?

Lot ku wolności


Blokada dostępu kończy się niemal pełnym sukcesem. Najemnicy nie są w stanie przełamać zabezpieczeń, zaś pochód z palnikami i ładunkami wybuchowymi zajmie im na tyle dużo czasu, że grupa może zająć się spokojnie tym, co najważniejsze - walką. Red kątem oka dostrzega, że ostatni z bestii przygotowuje prom do startu. Nie zaprząta sobie nim głowy, bo na skanerze pojawia się coś znacznie mocniej przykuwającego uwagę...
Statek-matka wykrywa na orbicie olbrzymi okręt. Odłączają się od niego trzy mniejsze obiekty - uzbrojony transportowiec w eskorcie dwóch myśliwców. Lancaster - bo to on dowodzi transportowcem - próbuje wywołać grupę, ale Idalia nie zamierza rozmawiać. Uruchamia tarcze na pełną moc, rozkazuje zająć wszystkim stanowiska bojowe i leci wprost na myśliwce. Koordynacja ognia, rozkazy Idalii i genialny pilotaż Salomona to zbyt wiele nawet jak dla wyszkolonych pilotów GCC. Allison eliminuje z zimną krwią pierwszy myśliwiec, podczas gdy drugi nieporadnie ostrzeliwuje okręt bohaterów. Na widok kuli ognia, w którą zmienił się jeden z jego pojazdów eskordy, Lancaster odpala wszystko, co ma na pokładzie. Działka raz za razem trafiają w kadłub, niszcząc silniki manewrujące i paląc komputer nawigacyjny. W tym czasie załoga Idalii robi swoje. Red, Udeze, Allison i Siódemka operują działkami jak jeden organizm. Palą drugi myśliwiec, ustawiają się na ogonie transportowca Lancastera, po czym zmieniają go w płonącą kulę. Siódemka wali do niego do ostatniej chwili. Na ziemię spadają niewielkie odłamki.
Nie ma szansy by przeżył ktokolwiek na pokładzie.
Statek-matka bez problemów wchodzi na orbitę. Tam, w odległości kilkudziesięciu kilometrów czeka już okręt klasztorny. Wysypuje się z niego mrowie myśliwców. Kiedy statek bohaterów wchodzi na granicę zasięgu ich działek, grupa kończy przeliczać skok nadprzestrzenny. Plazma trafia w próżnię.

W doku


Bestie nie są zainteresowane byle czym. Co prawda pogodzili się z tym, że Lancaster im nie wypłaci forsy, ale nie zamierzają odpuścić bohaterom. Rozmowy odbywają się poprzez gródź mostka. Są długie, męczące, ale kończą się sukcesem. Salomon “odchudza” statek o kilka bardzo cennych podzespołów. Okaleczony okręt i tak będzie w stanie latać (choć nie zostanie ślad po świetnych sensorach), a kasy będzie dość by bestie zgodziły się zamknąć temat. Kilka godzin później sprawa zostaje domknięta. Pięćdziesiąt tysięcy kredytek trafia na konto najemników. Broń zostaje zabezpieczona. Tarcze przełączane są na tryb pasywny.
Kiedy najemnicy ruszają w podróż do reszty swojej ekipy, bohaterowie gromadzą się w ambulatorium. Cała szóstka spogląda na zahibernowane ciało Siódemki… to znaczy Katariny Sajany. Siódemka wpatruje się w jej twarz, łzy wciąż ciekną jej po policzkach. Idalia nie traci czasu. Siada do konsoli i budzi główny komputer medyczny do życia. Przez kwadrans przegląda dostępne procedury, zawartość apteczki, możliwości nano. Szuka tej jednej, która jest w tym momencie niezbędna. Tej jedynej, która pozwoli Siódemce odzyskać swoje prawdziwe ciało.
Transfer duszy.
Nic takiego w komputerze nie ma, ale Ida nie zamierza się poddawać. Zaczyna grzebać w hardware. Dyryguje wszystkimi, rozkazuje przejrzeć sprzęt, zrobić listę wszystkiego, co mogłoby pozwolić na spełnienie marzenia Siódemki. Dwanaście godzin później, wyczerpana szepcze do siebie “Możemy spróbować”.
Procedura jest skomplikowana i w zasadzie eksperymentalna. Ida nie chce zaryzykować życia Siódemki nie wiedząc czy to zda egzamin. Jej ciało nie przyjmie z powrotem duszy, jeśli transfer się nie powiedzie. Wirus zniszczy organizm kiedy tylko opuści go świadomość. Potrzeba testu. Potrzeba ochotnika.
Zgłasza się Udeze.
To najtrudniejsza noc dla Idalii. Sześć godzin kopiowania świadomości Udeze i drugie tyle przenoszenia Siódemki. Wszyscy siedzą jak na szpilkach. Ci, którzy mogą pomóc, pomagają. Ci, którzy nie są w stanie wesprzec Karagounis, nie przeszkadzają. Ida wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. Siódemka umiera.
Budzi się Katarina.
- Pamiętam wszystko. Wiem czego chce Lancaster. Jesteśmy w poważnych kłopotach - mówi.

wtorek, 6 października 2015

S02E09 - Telesto, część 1

Czułym pożegnaniom nie ma końca. Silverhold okazało się świetnym miejscem na wakacje (i romans). Natalie nie chce puścić Idy - ta trochę się ociąga, ale obowiązki biorą górę nad przyjemnościami i pani kapitan wraca na pokład Brzytwy, od razu nakazując wylot. Kilka minut po opuszczeniu doku na skanerach pojawia się jakiś nieznany okręt, lecący dokładnie tym samym kursem, co Brzytwa. To stary patrolowiec, bardzo mocno zmodyfikowany. Niby nie uzbrojony, ale skan Reda pozwala wykryć bardzo mocne źródła energii. W sam raz na militarne tarcze i jakąś ukrytą broń plazmową…
Ekipa nie chce ryzykować. Liczy szybko skok w nadprzestrzeń i znika. Dwa dni, które zajmuje dotarcie do celu grupa marnuje na planowaniu (efektem jest przeliczony wstępnie kurs z B do C, gdzie B to punkt, do którego Brzytwa ma trafić z A, czyli punktu, w którym wyjdzie z nadprzestrzeni), randkowaniu i knuciu (głównie Sal). Idalia robi skan Siódemki - dziewczyna czuje się normalnie, ale wyniki badań są jednoznaczne.
Czas się kończy.

Telesto


Idealne miejsce na romantyczne wakacje
Pierwsze co bohaterowie dostrzegają po wyjściu z nadprzestrzeni to olbrzymi wrak. Poczerniałe żelazo, powyginany, strzaskany kadłub. Mrowie odłamków. Brak światła. Sensory martwe. Szybki skan dookoła ujawnia pięć gwiazd, kilkanaście planet i mrowie księżyców. Nieopodal skrzy się srebrzyście glob pobliskiej planety.
Komputer przelicza konstelacje. Pojawia się komunikat “Nowy Tytan, orbita Telesto”. Nikt nie ma pojęcia, skąd takie dane w nawigacji. Nowy Tytan to legenda - rzekomo na planecie stworzono idealny rząd, prawdziwie sprawiedliwe i szczęśliwe społeczeństwo, które bez granic poświęciło się nauce. Tysiące ludzi marnuje każdego roku fortunę, by odnaleźć ten układ. Brzmi jak jakiś słaby żart. Z drugiej strony… kto tam wie, co tam Walker zaprogramował?
Grupa niemal jednomyślnie podejmuje decyzję o zbadaniu wraku. Red z Allison zostają na mostku (świece, wino, dobre jedzenie, odrobina macanka…), podczas gdy reszta wdziewa skafandry i idzie na kosmiczny spacer. Wnętrze wraku jest dziwne - korytarze wielkie, okrągłe i puste, jakby przewiercone przez kadłub z litego metalu. Brak sprzętu i ciał. Wymontowane komputery. Mostek z rozerwanymi iluminatorami, celowo zdewastowany. Udaje się jednak dotrzeć do serwerowni - choć grupa raczej się nie obłowi, dowie się przynajmniej co tam się działo.

W między czasie Brzytwa okrąża planetę. Na jej orbicie jest niezwykła konstrukcja - wycinek sfery o promieniu pięciuset kilometrów. Wydaje się być ledwo zaczętą - ale mimo wszystko imponującą - konstrukcją. Ktoś rozpoczął budowę setki, jeśli nie tysiące lat temu. I pewnie dawno temu porzucił, bo artefakt jest zupełnie martwy. Martwa nie jest natomiast Telesto. Komputer wykrywa kilkaset niewielkich osiedli na powierzchni, rozsianych niedaleko równika. To prawdopodobnie prymitywne osady lub pozostałości po jakiejś straszliwej wojnie - ruiny wielkich metropolii wskazują raczej na tę drugą ewentualność.

Kilka godzin zajmuje sprawdzenie zawartości dysku. Wszystko jest w innym formatowaniu, jakby cywilizacja, która zbudowała statek, wymyśliła własny język maszynowy i kodowała w zupełnym oderwaniu od reszty Galaktyki. Salowi udaje się odczytać wskazania czujników, dociera do danych utwierdzających go w przekonaniu, że około dziesięciu lat temu doszło tutaj do wielkiej bitwy - statek został zniszczony przez przeważające siły wroga.

Kiedy Sal bawi się dekoderem, Udeze pichci kolację, Ida i Siódemka siedzą w ambulatorium, Allison ćwiczy na siłowni a Red kręci po mostku, jeden z ekranów zaczyna płonąć na czerwono. Grupa wpadła w pułapkę.

Zasadzka


Red, mimo swojej czujności nie był w stanie wykryć zagrożenia. Sensory nie są dość dokładne by wykryć powolny ruch satelitów obronnych. Dopiero kiedy uruchamiają swoj główny napęd i odpalają działka plazmowe czerwone punkty pojawiają się na radarze. Atak jest błyskawiczny i świetnie skorrdynowany. Tuzin kierowanych przez SI kul odpala swoją broń w kluczowe podzespoły statku. Pierwsza salwa jedynie uszkadza Brzytwę. Druga rozrywa jej silniki, dziurawi poszycie i niszczy zasilanie. Statek spada jak kamień.
Salomon zabiera się do roboty. Kiedy Brzytwa wchodzi w górną warstwę atmosfery, statek ma już sprawną tarczę atmosferyczną. Kiedy przebija się przez chmury, odpalają się silniki korekcyjne. Na chwilę przed uderzeniem odpala sztuczną grawitację - dość by uchronić wszystkich od śmierci, ale nie od potężnego uderzenia. Brzytwa gaśnie. Okaleczona, strzaskana, spoczywa na piaszczystej równinie Telesto.

Rozbitkowie


Wieczór zapowiada się nieciekawie. Ból głowy narasta z każdą chwilą - Ida ratuje wszystkich przed nim ostrymi prochami, wydzielając je tak, żeby osoba na warcie była w miarę przytomna. Kryją się przed zimnem nocy i przeczekują te kilka godzin (doba na planecie jest krótsza, niż na Ziemi, liczy około szesnastu godzin). Rankiem, po lekkim śniadaniu, uruchamiają drona i zaczynają badać okolicę.
Planeta jest ewidentnie martwa. Ktoś musiał zadać sobie sporo trudu by zamienić atmosferę tego kawałka skały w coś zdatnego dla ludzi (albo, zdetonował naprawdę dużo atomu albo puścił w cholerę nano, które żyzny glob zamieniły w skalistą pustynię). Niby są ślady cywilizacji, ale co to była za cywilizacja?
Też mi, kurwa, wakacje. Oddajcie nam Brzytwę!
Pierwszym, co odnajduje dron jest niewielka stacja przekaźnikowa… a raczej jej ruiny. Wysoki, rdzewiejący maszt z resztkami talerzy nadawczych, szkielety niewielkich butynków i w zasadzie nic poza tym. Z tym wyjątkiem, że jeden z tych szkieletów został obłożony arkuszami blachy. Ktoś tam wyraźnie chciał się osłonić od wichru i deszczu (jeśli tu w ogóle pada). Pytanie tylko, kiedy to miało miejsce?
Drugie “znalezisko” to dziwna iglica z czarnego, połyskującego metalu, jakby wyrastająca z piasków i skały. Wydaje się, że to część czegoś większego, zagrzebanego pod powierzchnią. Iglica jest jednak zdecydowanie dalej - co najmniej dwadzieścia kilometrów, jeśli nie więcej. Ze względów praktycznych, po ciężkiej nocy na prochach przeciwbólowych, bohaterowie decydują się odwiedzić stację. Zabierają to, co najpotrzebniejsze do przetrwania - śpiwory, namioty, wodę, tabletki do uzdatniania, żywność, pistolety, tarcze, baterie, karabinki, granaty, działa akceleratorowe, wyrzutnie rakiet… Nic niezwykłego.

Bestie


Grupa bez trudu spostrzega, że ktoś faktycznie przebywa w ruinach. Siedmiu uzbrojonych po zęby najemników - zmodyfikowanych genetechnicznie ludzi-bestii - oczekuje w spokoju z bronią przygotowaną do strzału. Ich przywódca rozkazuje bohaterom rzucić broń, próbuje ich zastraszyć. Od pogróżek przechodzi do ostrej kłótni. Efektem jest pojedynek między Redem, a Volundem (tak nazwał się wódz bestii).
Red przyjmuje spokojnie postawę obronną. Volund atakuje dziko, wykonując szeroki zamach mieczem i po chwili pchnięcie długim nożem. Redun paruje lekko ciosy czerwonogrzywego, po czym sam wykonuje atak. Stal iskrzy, słychać krzyki dopingujących. Jako pierwszy trafia Redun - lekkie cięcie znaczy czerwoną szramą niechronione pancerzem ramię Volunda. Ten ryczy w furii i rzuca się do szaleńczego ataku. To błąd - Red ponawia atak, ciężko raniąc przeciwnika. Po kilkunastu sekundach lwio-człowiek zaczyna rozumieć, że przegrał walkę. Uznaje Reduna jako godnego wroga i rozkazuje swoim opuścić broń.
Przez kilkanaście minut obie strony opowiadają o swoich losach. Bestie były częścią misji, która miała za zadanie znaleźć i wydobyć z Telesto jakiegoś człowieka lub sprzęt. Nie wiedzieli co konkretnie - szczegóły znali jajogłowi. Najemnicy mieli jedynie ich chronić. Podobnie, jak bohaterowie wpadli w pułapkę. Ich okręt rozbił się jakieś czterysta kilometry na północ. Wędrowali po pustkowiu przez niemal trzy tygodnie, wliczając jeden postój w przedwojennym magazynie (który doszczętnie opróżnili).
Ostatecznie grupy dogadują się by dalej iść razem. Obierają kierunek na iglicę, jako jedyny interesujący punkt w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.