Drużyna chucha na iglicę jak na jajko. Zastanawiają się nad każdym swoim krokiem. Puszczają przodem drona, zmieniają kierunek podejścia, rzucają w iglicę kamieniami, kombinują czy nie nadać jakiegoś sygnału… Koniec końców stają przy maszynie. Okazuje się, że cała iglica to olbrzymi zestaw sensorów i komunikatorów - reaguje na obecność grupy uruchamiając dwa moduły, jednak nie atakuje w żaden sposób.
Idalii udaje się odnaleźć ukryty terminal - z pomocą reszty (głównie Salomona) łamią zabezpieczenia. Pancerne płyty odskakują, ukazując terminal komunikacyjny. Ekran ma wygaszony - trzeba podpiąć się bezpośrednio.
Po podpięciu się kablem pod terminal od razu odpalają się procedury obronne. Złośliwy kod jest przechwycony przez firewalle w sprzęgu Salomona. Odpala własne wirusy, które czyszczą obszary pamięci zajęte przez groźny kod. Dwie sekundy później Sal ma już pełną kontrolę nad statkiem. Statkiem, bo jest to niewielki prom, zagrzebany pod powierzchnią planety.
Kiedy Salomon bada parametry okrętu, grupa obserwuje dziwne zjawisko. Coś jakby spadające gwiazdy, niewielkie meteoryty przebijają się przez warstwę chmur. Ktoś słusznie zauważa, że wygląda jakby jakiś statek na orbicie eliminował systemy obronne, które sprowadziły bohaterów i bestie na powierzchnię. Wróg czy przyjaciel?
Niezależnie od tego kim są ci goście, trzeba szukać własnej drogi ucieczki. Zagrzebany statek to jedynie prom, z niewielkim zapasem paliwa, słabym hipernapędem. Szansa na przebicie się przez rój obronnych satelitów przy jego pomocy jest w zasadzie równa zero. Grupa dyskutuje zawzięcie co teraz robić. Staje na tym, że trzeba poderwać prom w powietrze.
Kulisty kształt zawisa nad powierzchnią. Grupa wchodzi po trapie na pokład. Mesa, kajuty załogi i dowódcy, kokpit i niewielka spiżarnia to wszystko, co ekipa ma do zwierzenia. Wszystko jest drobiazgowo wysprzątane, pozostały jedynie mało ważne drobiazgi. I jeden bardzo ważny.
W kajucie kapitańskiej nie ma nic poza jednym zdjęciem. Jest na nim młoda dziewczyna o seledynowych włosach i cerze wyglądającej na syntetyczną. Na ten widok, Siódemka zaczyna płakać. To na pewno Katarina Sajana. Powinna ją znać, powinna wiedzieć kim jest, ale nie pamięta i sprawia jej to olbrzymi ból.
Droga do matki
Po odpaleniu systemów promu komputer od razu informuje o wykryciu sygnału ze statku-matki około pięćset kilometrów na wschód. Prowokuje to kolejną długą dyskusję. Czy lecieć? Gdzie lecieć najpierw? Czy wystarczy paliwa? Co jeśli statek, który strąca systemy obronne dotrze tam pierwszy? co jeśli to pułapka? Co jeśli to jedyna szansa na wylot? Bestie są bardzo zdeterminowane, by spróbować swoich szans ze statkiem-matką - sądzą, że szybkie działanie jest kluczowe. Trzeba prześcignąć innych chętnych do zbadania tamtego okrętu.
Ostatecznie staje na tym, że wszyscy lecą do statku-matki, a co dalej okaże się na miejscu.
Cała druga to horror dla nerwów drużyny. Czekają na atak, aktywowanie się statku-matki, uruchomienie sensorów czy jakikolwiek ruch ze strony - jak się spodziewają - przeciwnika. Na wieść, że obok celu stoi zupełnie “zimny” (prawdopodobnie uszkodzony) statek, niemal wariują. Na szczęście, nic złego się nie dzieje. Nikt nie wychodzi im naprzeciw. Na pokładzie statku-matki znajdują siętrzy osoby, ale żadna z nich widocznie nie siedzi na mostku, nie obserwuje skanerów ani nie ma łączności z komputerem. Prom osiada bezpiecznie.
![]() |
| Prawdziwa twarz Siódemki |
Kiedy bohaterowie spekulują co robić dalej, bestie odbezpieczają broń i ruszają na pokład matki. Grupa decyduje się nie zostawać w tyle - postacie biorą swój ekwipunek i dołączają do najemników. Na zewnątrz zostaje tylko jeden z ludzi Volunda. Reszta pakuje się na pokład. Bestie dzielą się na dwie grupy i zaczynają przeszukiwać rufę. Postacie idą prosto na mostek, mijając po drodze przetrząśnięte przez kogoś kwatery załogi. Zanim docierają jednak do kokpitu, trafiają do ambulatorium.
W półokrągłym pomieszczeniu znajduje się kilkanaście zbiorników kriogenicznych. Wszystkie są puste za wyjątkiem jednego. Tego, w którym tkwi Katarina Sajana.
Stary znajomy
Kiedy grupa spogląda na unoszące się w odżywczym płynie ciało, a dziewczyny próbują uspokoić Siódemkę, boczne drzwi otwierają się z sykiem i staje w nich… Primus. Szympans ma na sobie lekarski kitel, w rękach trzyma paskudnie wyglądające cygaro i niewielki tablet. Na szyi połyskuje metaliczna obręcz - eksplodująca obroża. Przeklina widząc bohaterów, po czym mówi:
- Musicie wiedzieć, że Lancaster słucha i widzi to, co widzę i słyszę ja. Mówi, że chce tylko pogadać. Prosi, żebyście nie robili żadnych głupstw.
Rozmowa trwa niecałą minutę. Primus zdradza, że ciało w zbiorniku jest pozbawione duszy i nie da się przebudzić Katariny. Grupa łączy fakty. To Siódemka jest duszą Katariny Sajany. To siebie nie pamięta, choć jej twarz wydaje się dziewczynie znajoma. To ona jest zaginioną agentką Karagounisów, kapitanem okrętu, na którego pokładzie się znajdują.
Słysząc to, Primus milknie, krzywi się paskudnie, po czym mówi:
- Chuj tam, mam kopię, o której Lancaster nie wie. Nie dajcie mu Siódemki, jest bardzo ważna. Nie słuchajcie… - w tym momencie obroża eksploduje, a ciało Primusa zostaje rozerwane na kawałki.
Trzeba szykować statek do lotu.
Grupa ekspresowo przenosi się na mostek. Tam budzi statek do życia i przygotowuje go do lotu. Red przegląda sensory - trafia na obraz z kamer w pomieszczeniu, w którym bestie odnalazły pomocnika Primusa. Słyszą ich rozmowę - to Primusa mieli wyciągnąć, to po statek-matkę lecieli jajogłowi. Najemnicy ekspresowo przechodzą na stronę wroga. Cóż, być może uda się jednak zrealizować kontrakt?
Lot ku wolności
Blokada dostępu kończy się niemal pełnym sukcesem. Najemnicy nie są w stanie przełamać zabezpieczeń, zaś pochód z palnikami i ładunkami wybuchowymi zajmie im na tyle dużo czasu, że grupa może zająć się spokojnie tym, co najważniejsze - walką. Red kątem oka dostrzega, że ostatni z bestii przygotowuje prom do startu. Nie zaprząta sobie nim głowy, bo na skanerze pojawia się coś znacznie mocniej przykuwającego uwagę...
Statek-matka wykrywa na orbicie olbrzymi okręt. Odłączają się od niego trzy mniejsze obiekty - uzbrojony transportowiec w eskorcie dwóch myśliwców. Lancaster - bo to on dowodzi transportowcem - próbuje wywołać grupę, ale Idalia nie zamierza rozmawiać. Uruchamia tarcze na pełną moc, rozkazuje zająć wszystkim stanowiska bojowe i leci wprost na myśliwce. Koordynacja ognia, rozkazy Idalii i genialny pilotaż Salomona to zbyt wiele nawet jak dla wyszkolonych pilotów GCC. Allison eliminuje z zimną krwią pierwszy myśliwiec, podczas gdy drugi nieporadnie ostrzeliwuje okręt bohaterów. Na widok kuli ognia, w którą zmienił się jeden z jego pojazdów eskordy, Lancaster odpala wszystko, co ma na pokładzie. Działka raz za razem trafiają w kadłub, niszcząc silniki manewrujące i paląc komputer nawigacyjny. W tym czasie załoga Idalii robi swoje. Red, Udeze, Allison i Siódemka operują działkami jak jeden organizm. Palą drugi myśliwiec, ustawiają się na ogonie transportowca Lancastera, po czym zmieniają go w płonącą kulę. Siódemka wali do niego do ostatniej chwili. Na ziemię spadają niewielkie odłamki.
Nie ma szansy by przeżył ktokolwiek na pokładzie.
Statek-matka bez problemów wchodzi na orbitę. Tam, w odległości kilkudziesięciu kilometrów czeka już okręt klasztorny. Wysypuje się z niego mrowie myśliwców. Kiedy statek bohaterów wchodzi na granicę zasięgu ich działek, grupa kończy przeliczać skok nadprzestrzenny. Plazma trafia w próżnię.
W doku
Bestie nie są zainteresowane byle czym. Co prawda pogodzili się z tym, że Lancaster im nie wypłaci forsy, ale nie zamierzają odpuścić bohaterom. Rozmowy odbywają się poprzez gródź mostka. Są długie, męczące, ale kończą się sukcesem. Salomon “odchudza” statek o kilka bardzo cennych podzespołów. Okaleczony okręt i tak będzie w stanie latać (choć nie zostanie ślad po świetnych sensorach), a kasy będzie dość by bestie zgodziły się zamknąć temat. Kilka godzin później sprawa zostaje domknięta. Pięćdziesiąt tysięcy kredytek trafia na konto najemników. Broń zostaje zabezpieczona. Tarcze przełączane są na tryb pasywny.
Kiedy najemnicy ruszają w podróż do reszty swojej ekipy, bohaterowie gromadzą się w ambulatorium. Cała szóstka spogląda na zahibernowane ciało Siódemki… to znaczy Katariny Sajany. Siódemka wpatruje się w jej twarz, łzy wciąż ciekną jej po policzkach. Idalia nie traci czasu. Siada do konsoli i budzi główny komputer medyczny do życia. Przez kwadrans przegląda dostępne procedury, zawartość apteczki, możliwości nano. Szuka tej jednej, która jest w tym momencie niezbędna. Tej jedynej, która pozwoli Siódemce odzyskać swoje prawdziwe ciało.
Transfer duszy.
Nic takiego w komputerze nie ma, ale Ida nie zamierza się poddawać. Zaczyna grzebać w hardware. Dyryguje wszystkimi, rozkazuje przejrzeć sprzęt, zrobić listę wszystkiego, co mogłoby pozwolić na spełnienie marzenia Siódemki. Dwanaście godzin później, wyczerpana szepcze do siebie “Możemy spróbować”.
Procedura jest skomplikowana i w zasadzie eksperymentalna. Ida nie chce zaryzykować życia Siódemki nie wiedząc czy to zda egzamin. Jej ciało nie przyjmie z powrotem duszy, jeśli transfer się nie powiedzie. Wirus zniszczy organizm kiedy tylko opuści go świadomość. Potrzeba testu. Potrzeba ochotnika.
Zgłasza się Udeze.
To najtrudniejsza noc dla Idalii. Sześć godzin kopiowania świadomości Udeze i drugie tyle przenoszenia Siódemki. Wszyscy siedzą jak na szpilkach. Ci, którzy mogą pomóc, pomagają. Ci, którzy nie są w stanie wesprzec Karagounis, nie przeszkadzają. Ida wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. Siódemka umiera.
Budzi się Katarina.
- Pamiętam wszystko. Wiem czego chce Lancaster. Jesteśmy w poważnych kłopotach - mówi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz